-Dobrze.-odpowiedziałem i poszedłem za samcem.
-Jak masz na imię?- zapytałem, gdy ten prowadził mnie na podwórko. Mama była zajęta, więc usiałem znaleźć sobie zajęcie. Szarpanie na ogon było przygłupie. Znaleźliśmy się przed jakimś placem. Plac był ładny, schludny i wielki. Były tam inne psy.
-Schuchaj, twoja matka kazała mi cię ćwiczyć na psa zaprzęgowego. - powiedział zakładając mi malutką uprząż przywiązaną do belki.
-Ciągnij! -krzyknął, a ja ruszyłem. Belka była ciężka. Ciągnąłem z całych sił, lecz szło to wolno i mizernie...
(камень?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz