Ujrzałem gościa z schroniska, który łapał bezpańskie psy. Odwieczny wróg takich jak ja. Niektórzy są mili i podchodzą do mnie z kiełbasą bym za nimi poszedł, ale inni biegają z patykami lub paralizatorami.
- Spadamy. - mruknąłem do York'a.
Automatycznie wykonaliśmy "w tył zwrot", ale Yoka potknęła się o patyk.
- Mieć krótkie nogi i jeszcze się o nie potykać. - uśmiechnąłem się i delikatnie chwyciłem ją do pyska.
Tym razem musiałem przebierać łapami z całych sił... Nie mam obroży i jeśli mi się nie uda...
< Yoka? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz