Sturlałam się na sam dół zbocza, po czym wstałam i otrzepałam ze śniegu. Usłyszałam chichot i po chwili obok mnie leżał przemoczony Naix. Posłałam mu ponurą minę numer jeden i odwróciłam, chcąc odejść, ale w jednej chwili zamarłam jak słup soli. Spostrzegłam, że stoję na zamarzniętej rzece. Powoli, baaardzo powoli zaczęłam przesuwać się w stronę brzegu. Naix chyba zauważył, że coś jest nie tak, bo przestał się tarzać ze śmiechu i usiadł względnie spokojnie. Tylko końcówka ogona uderzała rytmicznie o lód.
- Hej, Ina, to tylko trochę śniegu.
Odburknęłam coś w odpowiedzi, skupiona na nasłuchiwaniu. Wiedziałam, że to nie ma sensu. Lód był gruby, a sama rzeka nie mogła się równać z Tamtym jeziorem, ale moja fobia była zbyt silna. Gdy w końcu stanęłam na stałym lądzie, wypuściłam z płuc długo wstrzymywane powietrze. Zamknęłam oczy i zwiesiłam głowę czekając, aż wyrówna mi się oddech. Czułam na sobie pytające spojrzenie Naix’a. Byłam na siebie wściekła. W normalnych okolicznościach nigdy by nie doszło do takiej sytuacji. Gdybym lepiej znała te tereny, pobiegłabym gdzie indziej, a tak pies będzie miał się z czego śmiać przez kilka tygodni. Zazwyczaj traktuję samą siebie z dystansem, ale jakoś w tym temacie zawsze byłam trochę przewrażliwiona. A właściwie bardziej, niż trochę. Bez słowa wstałam i nie odwracając się ruszyłam powoli w stronę lasu. Naix oczywiście pobiegł za mną. Po chwili milczenia powiedział:
(Naix, Ina jest bardziej, niż wkurzona, więc uważaj)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz