piątek, 27 grudnia 2013
Od Iny C.D Naix'a
- Czego chcesz? – mruknęłam i poszłam dalej. Pies, tryskając energią, podążył za mną.
- Jak ci na imię? Długo już tu jesteś?
- Invicta, kilka dni. Skończyłeś? – Zeskoczyłam z tarasu i pobiegłam cicho w stronę lasu. Łapy prawie szurały mi po ziemi. Ten typowo wilczy chód nabyłam podczas pewnego eksperymentu naukowego. Ludzie chcieli sprawdzić, czy wilki zaakceptują w watasze psa, tak więc przez kilka miesięcy żyłam na wolności. Z chipem pod skórą, ale bez obroży.
- Ja jestem Naix. Też przybyłem kilka dni temu. – radosny głos przerwał moje rozmyślania. Dotarliśmy już do linii drzew, więc przyspieszyłam. Nagle poczułam uderzenie w bark. Opadłam na cztery łapy i z cichym warkotem odwróciłam się w tamtą stronę. Zobaczyłam Naix’a, który prawie tarzał się ze śmiechu, ale przestał, widząc moją minę.
- Hej, Ina, to tylko śnieżka. – próbował jakoś się usprawiedliwić, jednocześnie cofając się za drzewo. Otrzepałam się, po czym wzięłam kilka kroków rozbiegu i skoczyłam na gałąź, pod którą schował się pies. Cały śnieg opadł w dół i przysypał Golden Retrivera po uszy. Odwróciłam się i bez słowa pobiegłam w las. Jednak Naix był strasznie uparty i podążył za mną, radośnie podskakując i strząsając śnieg z każdego drzewa, jakie mijał. Niejednokrotnie sam przy tym oberwał, więc już po chwili był cały przemoczony.
(Naix, nie jest Ci zimno?)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz