czwartek, 26 grudnia 2013

Od Mimry do Noaha

,,Znowu podróż"- pomyślałam, gdy pakowali mnie do samochodu. Jechaliśmy z godzinę przez lasy, pola, miasta itp. Zatrzymali się... ludzie z Syberii, zostawili mnie... Tak ot. A ile tam psów, co mnie niezbyt cieszy I tyle śniegu i wiele więcej, super! Nie wiem nawet, w jakim kraju jesteśmy. Ale śniegu jest dużo. Przede mną stanął mężczyzna.
-Mimra bodajże. Choć, zaprowadzę cię gdzieś... - powiedział. Poszłam za nim. To pewnie był mój opiekun, słynny Gorge Grand. Nadal pamiętałam moje pierwsze wyścigi psich zaprzęgów. Byłam wtedy młodzikiem, na pozycji swinga. Drugi był na pozycji team'a. Obydwa mój zaprzęg wygrał. Trzeciego nie było mi dane już wygrać. Zabrali mnie przeddzień wyścigów. Gorge zabrał mnie do jakiegoś domu. Uśmiechnął się i wyszedł. Nagle pojawiła się biała postać, która śmignęła między korytarzami.
-Czekaj! - krzyknęłam i pobiegłam na nią. -Wiesz, gdzie się znajduje i co mam robić? -zapytałam.

(Noah?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz