wtorek, 24 grudnia 2013

Od Naix


Powolnym truchtem poruszałem się po dobrze znanych mi terenach, rozglądając się. Jako, że słońce dopiero wspinało się na niebo to na ulicach nie było zbyt dużego tłumu i nikt nie zwracał uwagi na samotnego psa. Zresztą nawet jakby zwrócili uwagę to, albo baliby się podejść, bo ja na pewno mam wściekliznę, gryzę i tym podobne, albo zadzwoniliby do schroniska i kazali po mnie podjechać, a ja w tym czasie szybko bym się ulotnił. Zwykłym samotnym psem mało kto się przejmie, ale jeśli doda się do tego "słodkie oczka" to wtedy jest się wartym oddania swego śniadania! Nauczyłem się tego toku rozumowania jakiś czas temu i teraz wykorzystuje to za każdym razem, gdy jestem głody. Tak jak teraz. Wypatrzyłem jakąś miło wyglądającą panią i podszedłem do niej. Siedziała na ławeczce, przegryzała kanapkę i przyglądała się okolicy, ale gdy usiadłem naprzeciw jej i lekko przekrzywiłem łeb to całą uwagę zwróciła na mnie:
- Jaki piękny piesek. - uśmiechnęła się, rzucając mi kawałek chleba, który przyjąłem z wdzięcznością. - Ciekawe czyj? - mruknęła.
Odruchowo cofnąłem się kilka kroków w tył. Nie należę do nikogo i nie zamierzam! Jednak pani zupełnie nie przejęła się moją reakcją i czekała, aż zabiorę kolejny kawałek z jej ręki. Wahałem się chwilę czy uciec, czy nie, ale coś od tej kobiety mnie przemogło i wróciłem po resztę śniadania. Kobieta zaś pogłaskała mnie, poprawiając moją nieco zmierzwioną sierść i uśmiechnęła się ponownie. Chcąc ukazać swoją radość zacząłem przed nią skakać i wykonywać różne sztuczki, ale ona niedługo potem podniosła się i zaczęła iść.
- Przykro mi, piesku, ale muszę iść. - uśmiechnęła się ostatni raz i ruszyła.
Chwilę stałem jak zamurowany, bo normalnie nie ufam ludziom. Psom owszem, ale ludzie są dla mnie dziwni i bezlitośni. Właściciel mojej matki złym człowiekiem, który prowadził hodowlę nie przestrzegając wielu zasad. Bił psy, głodził, a ojca, który pokochał moją matkę - zabił. Ta pani jednak emanowała dziwną energią, która sprawiła, że pobiegłem za nią i towarzyszyłem jej, aż do drzwi, skacząc radośnie w kółko. Jednak, gdy otwierała drzwi, zrozumiałem, że to już koniec. Zasmucony, usiadłem na zadku i już miałem odejść, kiedy na powitanie pani wybiegł inny pies. A właściwie suczka.Radośnie merdała ogonem w przejściu i nie pozwała przejść kobiecie przed pogłaskaniem jej. A gdy człowiek wreszcie to zrobił łaskawie się usunęła i mnie ujrzała. Podeszła bliżej, zachowując jednak drobny dystans:
- Ktoś Ty? - spytała.
- Naix, bezdomny, włóczykij błąkający się po ulicach. - uśmiechnąłem się. - A Ty?

< Ktosiu? Rozpisałem się lekko XD >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz