Dołączyłam do Śnieżnych Psów. Ach, wspaniały ośrodek, jednak gdyby zagłębić się bardziej... wszędzie czają się ci parszywi ludzie. Jakiś starszy mężczyzna nieuchronnie zostawił otwarte drzwi, więc bezszelestnie, aczkolwiek z nadzieją, że znajdę tu ciepłe schronienie wślizgnęłam się do salonu. Wskoczyłam w cień bujanego fotela. Złowrogo zaskrzypiała drewniana podłoga i staruszek ulotnił się z pokoju. Bacznie rozglądając się na boki, zaczęłam skradać się ku kominkowi. Z jego wnętrza buchał przyjemny ogień. Na posadzce rozłożony był atłasowy kocyk. Na początku ostrożnie, jednak z chwili na chwilę bardziej lekkomyślnie, zaczęłam układać się na kocu. Nagle usłyszałam ludzkie głosy. Zlekceważyłam to, gdyż znacznie się oddalały. Nagle jednak dało się słyszeć zawile dziewczęcy głos, który wyraźnie, nieuchronnie zmierzał ku salonowi. Moje serce zaczęło mocniej bić, wręcz waliło niby młot, a mój wzrok chwiejnie zaczął szukać jakiegoś schronienia. Drzwi zostały już wcześniej szczelnie przymknięte. Nagle, dosłownie w ostatniej sekundzie, dostrzegłam sofę. Jednym długim susem dopadłam ją i zwinnie wślizgnęłam się pod jej obicie. W istocie do pomieszczenia wpadła owa roztargniona i roztrzepana osoba. Zaczęłam oddychać najciszej, jak tylko potrafiłam. Dziewczyna widocznie przyszła tu po konkretną rzecz, a nie żeby się rozsiąść. Gorączkowo przełknęłam ślinę, gdyż cień jej przystąpił bardzo mocno w moim kierunku. Mamrotała coś pod nosem przerzucając książki i zeszyty na biurku, robiąc tym samym bałagan. W końcu z triumfalnym uśmiechem dopatrzyła się jakiejś lektury i wybiegła z pokoju, z hukiem trzaskając drzwiami. Odetchnęłam z ulgą, wyczołgując się z pod sofy. Po krótkim przemyśleniu, doszłam do wniosku, iż jest to zbyt niebezpieczne miejsce jak dla mnie. Pewnym krokiem podeszłam do drzwi tarasowych i lekko pchnęłam je pyskiem. Były uchylone. Wydostałam się na zewnątrz. Było zimno, a do tego noc już całkowicie zapanowała światem. Cień rzucały tylko samotne lampy pokryte u czubków grubą warstwą śniegu. Do moich płuc dostał się przeszywający chłód. W środku było tak ciepło... ech, szkoda gadać. Naprężyłam łapy i skocznym truchtem dążyłam przed siebie. Nagle wpadłam na jakąś niską postać. Zapewnić mogłam, iż nie był to człowiek, nawet ich dziecię. Otrzepałam się ze śniegu po czym z intrygującym wyrazem pyska spojrzałam na indywiduum. W istocie był to pies...
- Wybacz, nie zauważyłem cię - tłumaczył, specyficznie gapiąc się w chodnik. Zrobiłam poważną minę.
- Zdarza się - wycedziłam ostentacyjnie.
- Jesteś tu nowa? - spytał. Dopiero teraz, podchodząc do mnie, zobaczyłam go w świetle latarni. Był rasy golden retriever. Podniósł na mnie szelmowski wzrok.
- Lepiej używaj paczałek, a nie języka - prychnęłam z pogardą. Mierzyłam go pretensjonalnie. Pies miał mieszane uczucia, co doskonale zauważałam. Usiadłam na ogonie. - Lara - dodałam szorstko.
Naix, dokończysz? Przepraszam za niemiłe zachowanie, ale muszę się wczuć w tego psa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz