czwartek, 26 grudnia 2013
Od Iny
Ba-dum. Nagły huk w jednej chwili całkowicie mnie rozbudził. Jak oparzona zerwałam się z legowiska i skoczyłam na środek pokoju, jeżąc sierść na karku. Znowu miałam Ten sen. Chwilę mi zajęło zorientowanie się, że nie stoję na łamiącym się lodzie pośrodku jeziora, a za mną nie ma innych psów, wpadających w panikę, gdy dosięgały ich pierwsze strumienie lodowatej wody. Wciąż roztrzęsiona opadłam na podłogę.
- Jestem w ośrodku Snow Dogs. Nie ma tu żadnych jezior. Jestem bezpieczna. Nie utonę. – Powtarzałam swoją mantrę wciąż od nowa, aż udało mi się uspokoić na tyle, aby rozejrzeć się dookoła. Przez duże okna wpadało szare światło budzącego się dnia. Świt zawsze był moją ulubioną porą. Cały świat zamierał wtedy w oczekiwaniu, by po chwili wybuchnąć takim zróżnicowaniem barw i dźwięków, że nie pozostawało nic innego, jak tylko przyglądać się temu z zapartym tchem. Już spokojna, wyszłam na taras i z zachwytem obserwowałam tę zdumiewającą przemianę. Las, wcześniej cichy i pełen cieni, teraz wrzał od kipiącego w nim życia. Nagle przypomniałam sobie, co mnie obudziło. Huk zapadającego się lodu, szczekanie psów i niemoc ogarniająca całe ciało, gdy paski od zaprzęgu wciągały mnie w ziejącą chłodem dziurę, która pochłonęła już sanie i pierwsze psy. Tym razem było inaczej. Nie stałam z boku, patrząc na śmierć rodziców, ale byłam tam z nimi. Westchnęłam ze smutkiem i położyłam głowę na łapach. Leżałam tak przez chwilę, po czym potrząsnęłam głową. Co się stało, to się nie odstanie. Nie ma potrzeby rozpamiętywania każdego szczegółu, przekazanego mi przez starego psa ratownika. Już w lepszym humorze powróciłam do obserwowania lasu. Zamknęłam oczy i nasłuchiwałam świergotu ptaków. Nagle nie tyle usłyszałam, co wyczułam za sobą czyjąś obecność. Ktoś cicho podszedł i położył się jakiś metr ode mnie.
- Jeżeli szukasz towarzystwa, to źle trafiłeś. Nie płosz ptaków, proszę. – powiedziałam.
(Cichy Ktosiu, czego szukasz na tarasie?)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz