-Próbujsze odszyskać szwoje miejszcze - powiedziałem nadal szamocząc się uchem psa
-Nie masz na co liczyć - powiedziała sennie i zaczęła kręcić łebkiem. Ja nadal mocno się trzymałem jej ucha. Czułem się jakbym był na czymś w rodzaju karuzeli. W górę i w dół, na lewo i prawo. W końcu mój ucisk nie wytrzymał i z jęknięciem spadłem z kanapy, trzymając w pysku kępke miękkiego futra suczki. Wyplułem włochatą kulkę i skoczyłem na głowę psa. Zacząłem po niej skakać krzycząc
-Złaź, złaź, złaź, złaź!
(Invicta?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz