Popatrzyłam z przekżywioną głową, przymróżnym okiem i zadziornym uśmiechem na spa.
-W takim razie możemy trochę "powariować" - powiedziałam wolnym krokiem okrążając psa. Gdy byłam przed nim sypnęłam mu na psyk trochę śniegu i błyskawicznie się od niego oddaliłam.
-Śniegiem po twarzy?! Zaraz ci dam! - zaśmiał się i pobiegł za mną, a właściwie wyprzedził mnie, podskoczył tak, że złapał gałąź ośnieżonej choinki, a cały jej śnieg spadł na mnie.
-A więc tak? - otrzepałam się ze śniegu i popchnęłam Naix'a w wielką zaspę. Jeszcze przez dłuższy czas tarzaliśmy się w śniegu.
-Zaraz, a gdzie Fred? - zapytał pies rozglądając się dookoła
-Zostawiliśmy go nie daleko...- przypomniałam biegnąc za Naix'em, na szczęście Fred był na miejscu
-Całe szczęście, że nikt go nie zabrał...- odetchnął pies
-Zgadzam się, widać, że jest dla ciebie bardzo cenny - zauważyłam przyglądając się patykowi
-Mam go właściwie od szczeniaka. - wyznał chwytając pyskiem Fred'a
-Rozumiem, dlatego się z nim nie rozstajesz? - Pies kiwnął głową gdyż nie mógł nic powiedzieć - Może wracajmy już? Będziemy mogli jeszcze pobyć na świeżym powietrzy, ale bardziej na terenach ośrodka, może zechcesz przyjść na trening do nas? Wiesz przed wyścigiem...Jutro rano co ty na to? -zapytałam z delikatnym uśmiechem
<Naix? Brak weny ;-;>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz