Mimo zmiany środowiska w którym zaczęłam mieszkać nie zrezygnowałam z moich zwyczajów.Poszłam na polowanie,ale co dziwne nie było to moim celem.Niby nie miałam co przemyśleć,ale zaczęłam myśleć o reakcjach ,które mogą być do mnie skierowane.
Usiadłam obok strumyczka.Moje zmysły działały doskonale jak zawsze.Słuch-wyraźnie słyszałam szum strumyka,a co ważniejsze kroki zbliżającego się psa.Wzrok-wyostrzony widziałam rzeczy i postacie znajdujące się w oddali,ale postanowiłam nie rozglądać się wpatrywałam się cały czas w jeden punkt na przeciw mnie.
Węch-czułam zapach tego psa,nie był taki jaki przypadał mi do gustu,jakaś wyperfumowana suczka,ale szanuje jej osobę przynajmniej staram się...
Stanęła obok mnie...
-Hej ! Jestem Luna ,miło mi cie poznać-powiedziała z uśmiechem
To nic ,że stała z boku w jej słowach było słychać nutę uśmiechu.Zbiła mnie w tamtym
momencie z punktu w który się wpatrywałam, uśmiechnęłam się z lekko nutą sarkazmu.
-Witaj.Jestem Marry.-odparłam bez życia.-Widzę,że jesteś optymistką,więc proszę jeśli nie chcesz zmieniać swoich poglądów na świat,a w tym sensu życia, proszę nie poznawaj mnie bliżej.Mogę cię zranić,a uwierz nie chce tego,ale to może być nieuniknione . Lecz miło było się poznać.-odparłam i wróciłam wzrokiem do mojego punktu.
(Luna?Rezygnujesz z dalszego spotkania,czy zostajesz?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz