- Jeżeli masz czas i chęci, mógłbyś mi pokazać tereny ośrodka, ale jeżeli nie, to spoko. Dam sobie radę.
- I tak miałem wracać. Chodź, może kogoś poznasz. – to mówiąc ruszył w kierunku domu.
Natychmiast popędziłam za nim i po chwili go dogoniłam. Przyspieszył, ale biegliśmy łeb w łeb, aż zatrzymaliśmy się przed drzwiami.
- To miał być jakiś test? – spytałam, przekrzywiając głowę.
- Skądże. Właśnie minęliśmy las. To część oprowadzania. – odpowiedział.
Weszliśmy do wielkiego salonu z ogromnym kominkiem, przed którym leżała ruda suczka. Jack natychmiast się gdzieś ulotnił. Podeszłam do stojącej na uboczu sofy i już chciałam się na niej położyć, gdy jedna z poduszek zaczęła się ruszać. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że śpi tam szary kot.
- Uważaj! – poprawka, już nie śpi.
- Posuń się kocie. – Jak to możliwe, że jeden, mały kocur zajmuje całą kanapę? Nigdy tego nie rozumiałam.
- Dlaczego? – spytał lekko naburmuszony.
Westchnęłam tylko i przesunęłam go łapą na drugą stronę, po czym wskoczyłam na sofę i zwinęłam w kłębek pomiędzy poduszkami. Żadna z nich nie okazała się kolejnym kotem, więc zamknęłam oczy i wsłuchałam się w odgłosy wokół mnie. Nagle poczułam, że coś wgryza mi się w ucho. Potrząsnęłam głową i spojrzałam za siebie. Ze zdziwieniem zauważyłam tam tego kocura, którego na początku pomyliłam z poduszką, wczepionego pazurami w gęstą sierść na moim karku.
- Co ty robisz, kocie? – spytałam, przekrzywiając głowę, jak to już mam w zwyczaju.
(Harley?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz