(...) Biegłem żwawo za owczarkiem, chcąc go wyprzedzić. Nagle zauważyłem ze napręża gałąź, a ja próbowałem chociażby zawrócić lub wychamować. Ale na złość wpadłem prosto w pułapkę. Okrutne prawa grawitacji zezuciły ( a raczej Rambo) na mnie cały puch. Zapewnie musiałem wyglądać jak śnieżka, bo Rambo zaniósł się śmiechem.
-Udam, że tego nie zauważyłem - prychnąłem i otrzepałem się z śniegu. Byłem ustawiony tak, że cały poleciał na pysk psa. Zacząłem obrzucać go śnieżkami dopóki nie wyglądał jak psi bałwan.
-Brakuje jeszcze tylko marchewki. - zaniosłem się śmiechem. Gdy Rambo otrzepał się z śniegu, z oddali usłyszałem codzienny hałas maista.
-Ty, a może pójdziemy do miasta? Tylko załóż obrożę, nie chce potem cię ratować.
(Rambo?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz