sobota, 14 grudnia 2013

Od Harleya

Tego dnia, siedziałem, jak zwykłem robić na ogrodzeniu niedaleko bramy. Obserwowałem ganiające za sobą po osnutym śniegiem podwórku psy. Miałem ochotę do nich dołączyć, ale nie wiedziałem jak mnie przyjmą.
Od mojego przybycia do ośrodka Snow Dogs, minął tydzień a jaj jeszcze nie zamieniłem się słowem z nikim. Myślałem, że będę mieć takie powodzenie jak Milord u psów, a tu proszę. Nawet podejść do nich nie potrafię. Nie to, że się ich boję ale te psy nie mogą usiedzieć w jednym miejscu przez pięć sekund! Rozumiem że taka ich natura, ale nie warto zatrzymać się na nawiązanie kontaktu z innym, równie szlachetnym gatunkiem? Ech, najwyraźniej nie. Wreszcie, jakiś w miarę spokojny kudłacz (i wcale nie odnoszę się obrażająco!) wyszedł z ośrodka i przysiadł na schodach obserwując okolicę. Ucieszony tym zjawiskiem zeskoczyłem na cztery łapy z lekkością z wysokiego ogrodzenia na beton. Tu jeszcze on był, a tam nie było śniegu ponieważ było wyjeżdżone przez auta. A więc bez obaw skoczyłem dalej, na puchatą powłokę by popędzić w stronę psa, a tu niespodzianka. Ledwo co zanurzyłem łapy w zimnym śniegu, wpadłem tam cały. Psy były większe i utrzymywały się że tak powiem "powierzchni" a ja, jestem malutki! Próbowałem wyjść, ale każda próba kończyła się głębszym tonięciem w śniegu. Zdecydowałem, że sam nigdy nie wyjdę i rozpaczliwie miałknąłem.
-Halo! Jest tu ktoś? Kot w tarapatach. Miau! Pomoooocy!!
(?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz