-Tak jakoś wyglądasz.
-Wyglądam jak pies, zwyczajnie. Tak jak Ty. - odpowiedziałem znudzony.
-No ale ja mam inną sierść...-zaczęliśmy się kłócić i przekrzykiwać. Trochę się gryźliśmy, powarkiwaliśmy, ale to już było na zawsze wykute w naszej tradycji. W trakcie ciągnięcia Jack'a za ogon, wyczułem nie dokońca znajomy zapach, ale najważniejsze było to, że uwiódł mnie całkowicie. W naszym kierunku, szła powoli i z wielką gracją, piękna ruda suczka. Futro jej było błyszczące i lśniące jak tarcza księżyca, a blask w oczach widać było już z daleka. Jej łapy z delikatnością odbijały się od posadzki. Patrzenie na jej postać było rajem dla oczu i duszy. Przywłoałeł siebie (i Jack'a) do porządku. Gdy przechodizła obok lekko skinąłem łbem, po czym szturchnąłem dosć mocno towarzysza aby również coś zrobił.
(Wena ucieka coraz cześciej. Jack?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz